Ostatnio dostałam taką wiadomość:

Postanowiłam rozbić je na mniejsze części. „Mieszkać za granicą” i “mówić jak nejtiw” to ogromne skróty myślowe, pod którymi ukryty jest bardzo złożony przekaz. Pierwsza, najważniejsza sprawa to:
Długość pobytu za granicą nie przekłada się na kompetencje językowe.
Gdyby było inaczej, każdy expat czy imigrant po jakimś czasie śmigałby po angielsku niczym rącza łania.
A tak nie jest. Sama tego doświadczyłam.
Czwarty rok studiów spędziłam w Berlinie. Na początku czułam, ze mój niemiecki poszybował w kosmos. Codziennie uczyłam się jakiś nowych słów, zwrotów, wyrażeń. Następnie mój poziom językowy osiadł sobie i przycupnął. I tam już został. Nie widziałam większej różnicy po trzecim, piątym czy siódmym miesiącu pobytu.
Dlaczego?
Bo osiągnęłam poziom językowy wystarczający do codziennej komunikacji.
I niezmiennie co weekend męczyłam się, usiłując przeczytać Der Tagesspiegiel. To nie było mi potrzebne. Za to w mig natomiast nauczyłam się pięciu różnych nazw kaw i bułeczek, które wtedy co rano kupowałam. Dlaczego? Bo bez śniadania rano nie jestem w stanie funkcjonować.

Czy mieszkanie za granicą jest konieczne?
Pobyt za granicą, z językowego punktu widzenia, zapewnia codzienne obcowanie z językiem oraz konieczność jego używania. Jeżeli chcesz załatwić cokolwiek, musisz się przemóc i odezwać. Takich “okazji” jest całe mnóstwo.
Jak mieszkasz w kraju ojczystym, potrzeba ogromnej determinacji, żeby stworzyć sobie podobne warunki i okazje do weryfikacji własnych rozwiązań komunikacyjnych.
Mieszkając za granicą, nieustannie też oceniasz swoje kompetencje, masz mnóstwo okazji do tego, żeby wypróbować nowe zwroty i zdobyć informacje zwrotne. Cały proces zdobywania języka, kolekcjonowania własnego zasobu słów i zwrotów, używania ich w kontekście jest przyspieszony.
A jeżeli nie mam jak mieszkać za granicą??
W początkowej fazie mieszkanie za granicą i nauka w kraju wiąże się z podobnymi odczuciami: wyznaczamy cel, próbujemy nowych metod nauki, mamy w sobie autentyczną ciekawość i chęć zdobycia języka. Rozbieżności pojawiają się w momencie napotkania pierwszych trudności. Mieszkając za granicą, musisz mówić, bez względu na to jak trudne to jest. Mieszkając w kraju ojczystym, łatwiej jest po prostu odpuścić, zrezygnować. Nie ma presji związanej z tym, że musisz coś załatwić. No bo co się stanie, jeżeli się nie nauczysz? Niewiele. Funkcjonowanie za to w obcym kraju bez znajomości języka wiąże się ze sporym dyskomfortem.
Jeżeli nie masz jak mieszkać za granicą, konieczne jest stworzenie sobie analogicznych warunków – na tyle, na ile jest to możliwe.
Bardzo polecam na początek dołączenie do lokalnych ekspackich społeczności – na Facebooku expaci mają swoje grupy w większości większych miast. To zbiór informacji o wszystkich inicjatywach dla obcojęzycznej społeczności. Możesz zobaczyć, co się w Twoim mieście dzieje i zdecydować, w których wydarzeniach wziąć udział.
Wszystko to robisz, żeby “mówić jak nejtiw”.
Jak nejtiw – czyli jak?
Bardzo często używamy skrótu myślowego “chcę mówić jak nejtiw”. Czyli właściwie to jak? Czym możesz zastąpić to określenie?
Zakładam że jest to mówienie:
- płynne
- bez momentów zawahania
- szybkie
- stosowne do sytuacji
- idealnie dopasowane do kontekstu
- pewne
Wyobraź sobie sytuację, w której spotykasz się ze znajomym, który na Twoje pytanie:
Hej, co słychać? Odpowiada: Jabłka. Takie czerwone były. Co sobie pomyślisz?
Nie usłyszał. Nie zrozumiał. Jaja sobie robi.

Nie podważasz stosowności własnego pytania, bo masz pewność, że ono było właściwe.
I o tę pewność właśnie chodzi.
Wynika ona z dużej ekspozycji na konkretne sytuacje i powtarzające się pytania.
A co jest kluczowe przy mówieniu jak nejtiw?
Moim zdaniem są jeszcze dwa istotne aspekty: tempo wypowiedzi oraz spójność przekazu. Jeżeli ktoś mówi w sposób szybki i zdecydowany, sprawia wrażenie osoby, która dokładnie wie, co chce przekazać. Tempo wypowiedzi zostało zmierzone – typowo konwersacyjne zawiera ok. 120-150 słów na minutę (źródło). Żeby Ci to zobrazować: jeżeli wymawiasz ok. 130 słów na minutę, przeczytasz stronę A4 napisaną czcionką Calibri, rozm. 11 w 4 minuty i 51 sekund.
Tempo wynika też z szybkiego doboru słów, braku wahania, szybkości reakcji. Zwróć uwagę, że mówiąc w języku ojczystym, nawet jeżeli coś źle powiesz, to poprawisz się, dopowiesz, ale twoje tempo mówienia pozostanie bez zmian. Kluczowe jest też zrównanie tempa mówienia w języku ojczystym i obcym.
Spójność wypowiedzi rozumiem jako konsekwentne stosowanie wymowy, słów, zwrotów typowych dla danej konwencji języka – amerykańskiej, brytyjskiej, australijskiej czy jeszcze innej.
Każdy nejtiw speaker jest “skądś”, rozumie zwroty używane w różnych akcentach, ale mówi w jeden, typowy dla siebie sposób, prawda? Jeżeli chcesz brzmieć jak nejtiw, nie możesz być zbiorem wszystkich możliwych randomowo zebranych powiedzonek i słówek.
Czy trzeba zatem mieszkać za granicą, żeby mówić jak nejtiw?
Można się nauczyć języka bez wyjeżdżania za granicę, jednak jest to dłuższy i bardziej pracochłonny proces. Osoby niecierpliwe, które lubią widzieć efekty tu i teraz, mogą się szybko zniechęcić i zaniechać nauki. Wyjazd za granicę na pewno daje dużego kopa, może być traktowany jako bardzo skuteczny życiowy egzamin umiejętności językowych. Czy jest jednak absolutnie niezbędny? Moim zdaniem nie.
A Ty, jak myślisz, czy trzeba mieszkać za granicą, żeby mówić jak nejtiw?