Skip to content

31 maja 2017 po raz ostatni poszłam do pracy w biurze. Pamiętam dokładnie to uczucie ulgi, że już nie muszę być w biurze na 8.00, że wreszcie będę robić dokładnie to, co lubię, chcę i umiem 🙂 Dokładnie rok temu zaczęłam uczyć wyłącznie online, z mocnym postanowieniem, że podbiję internety 😉 Jak to się stało? Dlaczego się na to zdecydowałam? Jakie mam przemyślenia po tym roku? Co mi wyszło a co nie? Zapraszam na podsumowanie!

Jak to się stało?

Jak do tego doszło, że wylądowałam w biurze? Uczeniem angielskiego  zajmuję się już ponad 10 lat. Zaczęłam uczyć raczej z konieczności niż z wyboru, ale szybko okazało się, że uwielbiam to robić i praca z ludźmi sprawia mi ogromną satysfakcję. Przez pierwsze pięć lat stale poszerzałam swoje kwalifikacje i realizowałam cele – uczyłam w zagranicznych szkołach w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, skończyłam studia, cały czas się szkoliłam. Potem założyłam rodzinę. Praca lektora przy małych dzieciach jest idealnym rozwiązaniem, ponieważ można ją swobodnie regulować. Jednak po urodzeniu drugiego syna zdałam sobie sprawę, że kurczaki coś mi nie pasuje. Mój krąg uczniów był zawężony do najbliższej okolicy (logistyka przede wszystkim), nie chciałam już tracić czasu na dojazdy i czułam, że zawodowo utknęłam w miejscu. Dlatego kiedy dostałam propozycję pracy w biurze, postanowiłam spróbować. Raz kozie śmierć, pomyślałam. I tak oto zostałam specjalistką od marketingu w firmie zajmującej się nieruchomościami.

No I?

Po mniej więcej tygodniu pracy w biurze zaczęłam przeczuwać, że to nie moja bajka. Po pierwszym miesiącu byłam już tego w zasadzie tego pewna. Miałam świetnych kolegów, wspaniałych przełożonych, praca była OK, ale.. była nieporównywalnie bardziej przewidywalna, wszystkie decyzje musiałam konsultować (to było dla mnie naprawdę trudne!) i bardzo brakowało mi radości i satysfakcji jaką dawało mi uczenie. Po kilku miesiącach rozmyślań, rozmów z samą sobą, dywagacji z ciężkim sercem złożyłam wypowiedzenie. Nie było mi żal pracy, ale ludzi z którymi pracowałam. Dostałam natomiast propozycję innej pracy, tym razem jako menadżer biura w szkole językowej. Witkacy kiedyś powiedział: „Człowiek chciałby wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy”.. To cut the long story short, z drugiego etatu uciekłam po dwóch miesiącach, bez skrupułów za to z nową wizją z głowie.

I am back!

Od 1 czerwca 2017 oficjalnie jestem na swoim. Oczywiście przygotowałam się do tego kroku trochę wcześniej – zanim złożyłam wypowiedzenie, miałam już 2-3 klientów, którzy chętnie zdecydowali się na podjęcie współpracy, o pomoc poprosiła mnie też moja koleżanka ze Szkocji. Na pierwszy ZUS miałam, na pozostałe rzeczy już nie za bardzo 🙂 W czerwcu założyłam swój fanpage, grupę, zaczęłam intensywnie działać w mediach społecznościowych. Wyznaczyłam sobie cel (ambitny, jak zawsze) – 5 klientów do końca miesiąca. Udało mi się! To dodało mi wiatru w żagle i pozwoliło z większym optymizmem patrzeć w przyszłość.

Co mi się przez ten rok udało?

Mnóstwo rzeczy! Jestem z siebie niesamowicie dumna! Mam komplet uczniów, listę rezerwowych, stworzyłam dwa świetne kursy online, napisałam ebooka, nauczyłam się obsługi facebooka, instagrama, podstaw wordpressa, zaczęłam myśleć o swoim biznesie strategicznie. Siedzę, liczę, główkuję i czuję się jak prawdziwy przedsiębiorca. Ale najbardziej jestem dumna z tego, że udało mi się poznać i pomóc tylu niesamowitym dziewczynom, które przyszły do mnie z “nic nie umiem” a wyszły z przekonaniem, że mogą wszystko i podbiją świat. To jest najcenniejsza część mojej pracy, uwielbiam to!

It’s been no bed of roses..

Zawsze są jakieś ciemniejsze strony Grey’a 😉 Prowadzenie biznesu online to naprawdę nie jest leżenie z laptopem na plaży i strasznie mnie wkurza rozsiewanie takiej idealnej wizji. To jest naprawdę ciężka harówa! Trudne jest to, że wszystko muszę ogarnąć sama (powoli się zabieram do zatrudnienia wirtualnej asystentki;)) Trudne jest to, że cały czas jestem mentalnie w pracy i nie umiem się wyłączyć. Najtrudniejsze jest jednak to, że czuję się mega odpowiedzialna za swój biznes i ponoszę 100% odpowiedzialności. Coś mi nie wyszło? Na etacie spuściłam wzrok, powiedziałam przepraszam i było po sprawie a teraz muszę się liczyć z tym, że każda błędna decyzja mnie kosztuje – dosłownie i w przenośni.     

To co dalej?

Mimo wszystko myślę, że decyzja o przejściu na swoje była bardzo dobrą decyzją! Pomimo wszelkich trudności mam w sobie głębokie przekonanie, że this is the right path for me. Za rok chciałabym Wam napisać, że pracuję mniej (to cel nr 1) i że udało mi się stworzyć kolejne produkty i dalej Was edukować! Ta praca wymaga ode mnie ciągłego dokształcania się i bardzo w niej najbardziej lubię. Do następnego roku!

Dziękuję, że poświęciłaś czas na przeczytanie tego wpisu.

Mam nadzieję, że przyniósł Ci potrzebną wiedzę, cenne wskazówki, chwilę refleksji lub relaksu.

Możesz teraz:

  • dodać komentarz ze swoją opinią, włączyć się w dyskusję. Czytam wszystkie komentarze i odpowiadam na większość z nich.
  • Udostępnić ten wpis. Jeśli uważasz, że warto było go przeczytać, to podziel się nim z innymi! Aby to zrobić wystarczy, że klikniesz: [wp_social_sharing social_options=’facebook’  facebook_text=’Podziel się’]
  • Śledzić mój FanPage aby otrzymać aktualne informacje na temat moich działań.
  • Obserwować mnie na Instagramie, gdzie dzielę się obrazami mojej codzieności w postaci zdjęć i krótkich filmików.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

podglad_ogarnij_angielskie_czasy

Chcesz dostawać ode mnie co tydzień piękną pigułkę angielskiego?

Zapisz się na newsletter i odbierz swój pierwszy prezent – pierwszy rozdział mojego e-booka “Ogarnij angielskie czasy”!

Ps. prezentów jest więcej 😉 Zawsze też w pierwszej kolejności będziesz też wiedział(a) o najnowszych wyzwaniach czy wpisach na blogu. Moim zdaniem warto! 😉