Skip to content

Uwaga! Nie czytaj, jeżeli szukasz kolejnego wpisu o angielskim!

Tu znajdziesz moje przemyślenia dotyczące produktywności osobistej, efektywności w pracy oraz tego, jak prowadzić biznes, kiedy ma się troje małych dzieci… Skąd taki pomysł?  Nieustannie dostaję pytania w stylu:

Jak Ty to wszystko robisz? Troje małych dzieci i biznes?? Na pewno te dzieci zaniedbujesz!

D*** wołowa, a nie biznes, na waciki nie zarobisz! Tak się nie da!

Jeśli chcesz posłuchać o mojej codzienności oraz o tym, co w takim układzie jest najtrudniejsze –  zapraszam!

Jak prowadzić biznes z trójką dzieci?

Na początek kilka faktów:

Fakt nr 1: mam troje synów, którzy mają respectively 6 lat, 4 lata i 7 miesięcy. Wszyscy mnie się pytają jak ja to robię, że prowadzę firmę będąc mamą.

Fakt nr 2: mój mąż to the best of my knowledge nigdy nie musiał na to pytanie odpowiadać.

Fakt nr 3: od marca z powodu pandemii wszyscy siedzimy w domu.

Prowadzę swój biznes, czyli tak w ogromnym skrócie: przygotowuję lekcje online, szykuję swoje produkty online, tłumaczę, robię korekty tekstów, zabiegam o nowych klientów, myślę o strategii biznesu i prowadzę social media.

Zapomnij o tradycyjnym urlopie

Właściwie nie miałam urlopu macierzyńskiego.  Po urodzeniu mojego trzeciego syna, Teodora (październik 2019) dałam sobie dwa tygodnie na dojście do siebie, dwa kolejne zajęła mi przeprowadzka do nowego domu, a potem to już trzeba było wracać do roboty.

Pojęcie rocznego urlopu macierzyńskiego jest zarezerwowane dla etatowców.

Nie wyobrażam sobie zostawienie firmy na rok. Po tym czasie chyba musiałabym startować od zera. Moja firma jest mała, większość rzeczy robię sama, od takiej działalności nie na się wziąć rocznego urlopu. Często pracuję też wieczorami, w weekendy, wykorzystuję każdą wolną chwilę na to, żeby dokończyć najważniejsze, wiszące mi nad głową, rzeczy. 

Musisz mieć pomoc

Ja jestem w wyjątkowo komfortowej sytuacji. Zarówno moja mama jak i teściowa są na emeryturze i chcą i lubią się zajmować dziećmi. Przychodzą do nas codziennie (na zmianę), od 8.30 do ok, 14.00. Jeżeli właśnie pomyślałaś, „hej, nie jest źle, masz w końcu 6 godzin na pracę” to niestety tak nie jest. Czasu na pracę mam tak ze dwie godziny plus przy dobrych wiatrach dodatkową godzinę z doskoku. Dlaczego tak mało? Bo to, że mama zajmuje się dziećmi nie znaczy, że rygluję się w pokoju i nie wychodzę. Według wszystkich teorii produktywności tak właśnie powinnam zrobić, ale po prostu nie umiem. Zawsze reaguję w sytuacjach stresowych (a ich nie brakuje). Karmię piersią, więc co 3 godziny mam z założenia przerwę. Trudno jest też ogarnąć naukę dwójki, dzieci, najlepiej jest, jak każda z nas pracuje z dzieckiem indywidualnie lub ja ogarniam naukę, a mama najmłodsze (które właśnie zaczęło wstawać). Do tego trzeba dzieciakom zrobić śniadanie, drugie śniadanie, przygotować picie na dwór, ubrać, umyć zęby itd. 

Najbardziej frustruje mnie… 

Obecnie dwie rzeczy: brak możliwości skupienia i propaganda sukcesu. Bardzo chciałabym pracować w skupieniu. Trzaskać pomodorki jeden za drugim, odhaczać zadania z listy, zamykać projekty. Niestety, w moim warunkach to jest niezwykle trudne. Za każdym razem jak dzieci się rozdzierają, najmłodszy się wywróci albo teściowa nie potrafi na YouTube znaleźć jakieś piosenki, odrywam się od pracy i idę do dzieci. Wkurzam się, bo właśnie przechodzi mi koło nosa mój efficiency peak czyli szczyt produktywności. Nie zarządzam sama swoim czasem. Moim czasem sterują: apetyt najmłodszego bąbla, ataki histerii czterolatka czy szkolne frustracje sześciolatka. To jest trudne, ale mogę pracować albo tak, albo wcale.

Dołuje mnie ostatnio też to, co sama nazwałam propagandą sukcesu: kiedy przeglądam Instagram, widzę tylko kolejne otwierane szampany, bo dany projekt okazał się być wielkim sukcesem, a kolejny jeszcze większym.  Ja w tym czasie walczę, żeby skończyć projekt, który deadline miał miesiąc temu. Ciężko czasami jest się przestać porównywać i skupić na tym, co jest na dzisiaj do skończenia. Przeszkadza mi też brak wyraźnego rozdzielenia między pracą a odpoczynkiem.  Nie jestem w stanie zamykać komputera o 14.00 i otwierać go dopiero o 8.00 rano następnego dnia.

To po co Ci ta robota?

Takie pytanie często słyszę od koleżanek, które zdecydowały się na przerwę w pracy i zajmują się tylko domem. Niezmiennie uważam, że łączenie macierzyństwa z pracą w taki sposób jak ja to robię, to rozwiązanie tylko dla osób, które autentycznie lubią swoją robotę. Dla mnie, praca jest odskocznią i miejscem, gdzie tworzę coś swojego. Bardzo doceniam te chwile, kiedy robię coś innego oprócz zajmowania się dziećmi. Cieszy mnie to, że pokazuję swoim dzieciom, jak łączyć pasję z pracą. Największy wyścig prowadzę jednak sama ze sobą. Z jednej strony myślę, że mam powody, żeby być z siebie dumna, ale z drugiej strony widzę z reguły tylko to, czego nie udało mi się zrobić, bo warunki zewnętrzne były… niesprzyjające 😉 Za to jak już Teośka wyślę do przedszkola to podbiję internetowy wszechświat! 

Ps. Jeżeli interesuje Cię ten temat, posłuchaj koniecznie dwóch podcastów, w których byłam gościem: pierwszy jest u Karoliny z Pretty Well Done, a drugi u Moniki z Multimastermindu

Ps. 2. A jeżeli chcesz zobaczyć, gdzie byłam po roku działalności zapraszam Cię na ten wpis.

Dziękuję, że poświęciłaś czas na przeczytanie tego wpisu.

Mam nadzieję, że przyniósł Ci potrzebną wiedzę, cenne wskazówki, chwilę refleksji lub relaksu.

Możesz teraz:

  • dodać komentarz ze swoją opinią, włączyć się w dyskusję. Czytam wszystkie komentarze i odpowiadam na większość z nich.
  • Udostępnić ten wpis. Jeśli uważasz, że warto było go przeczytać, to podziel się nim z innymi! Aby to zrobić wystarczy, że klikniesz: [wp_social_sharing social_options=’facebook’  facebook_text=’Podziel się’]
  • Śledzić mój FanPage aby otrzymać aktualne informacje na temat moich działań.
  • Obserwować mnie na Instagramie, gdzie dzielę się obrazami mojej codzieności w postaci zdjęć i krótkich filmików.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

podglad_ogarnij_angielskie_czasy

Chcesz dostawać ode mnie co tydzień piękną pigułkę angielskiego?

Zapisz się na newsletter i odbierz swój pierwszy prezent – pierwszy rozdział mojego e-booka “Ogarnij angielskie czasy”!

Ps. prezentów jest więcej 😉 Zawsze też w pierwszej kolejności będziesz też wiedział(a) o najnowszych wyzwaniach czy wpisach na blogu. Moim zdaniem warto! 😉