Skip to content

Kanada to kraj, który odwiedzam chyba najczęściej w swoim życiu. I mimo tego że czuję się tam dosłownie jak w domu, wciąż ciągle znajduję coś, co mnie zaskakuje! Po ostatnim pobycie zabrałam osiem zaskakujących różnic między Kanadą a Polską. Sprawdź, czy je znasz! 

Różnica nr 1: nikt w Kanadzie nie kocha wiewiórek!

Serio. Wiewiórka jest kojarzona raczej z bardzo bliską kuzynką szczura i zdecydowanie nie cieszy się sympatią. Myślę, że może na to wpływać fakt, że w Ameryce Północnej dominują wiewiórki szare i czarne, które są też większe od tych europejskich. Jakby nie patrzeć, trochę bardziej przypominają szczury. Nasz wizerunek uroczego rudego gryzonia mocno gryzie się więc z tym amerykańskim. Myślisz, że przesadzam? Zerknij na ten fragment serialu Sex and the City.  Zwróciłaś uwagę na końcówkę? “You can’t be friends with the squirrel. The squirrel is like a rat with a cuter outfit!”

Różnica nr 2: ćmy również nie cieszą się sympatią.

Czy to tylko ja mam tak, że lubię wszystkie zwierzaki? Ćmy są może mniej urokliwe od motyli, ale na pewno nie traktowałabym ich w kategoriach natrętnych much czy komarów… Tegoroczny wyjazd tylko mnie utwierdził w przekonaniu, że ćmy zdecydowanie nie mają w Kanadzie łatwego życia. Wszyscy je namiętnie przeganiają, wyganiają albo od razu tłuką.

Różnica nr 3: w domu nie uświadczysz parapetów.

(które wykorzystujesz jak półkę). Jak myślę sobie o oknach w standardowym polskim domu, parapet wydaje mi się jego nieodłączną częścią. Oczywiście nie tylko po to:
  

Ja na parapecie trzymam doniczki, kosze z owocami, zioła, generalnie bardzo lubię parapety! Są dla mnie bardzo praktyczne.  Typowy kanadyjski parapet wygląda tak: 

I mimo tego, że na upartego coś tam by się zmieściło, nikt nie wpada na pomysł, żeby wykorzystać go jako półkę. Jedyne, co na nim widziałam, to ramki na zdjęcia, ew. tablet.

Różnica nr 4: nie wietrzysz mieszkania.

Pozostajemy w klimacie parapetów 🙂 Dla mnie wietrzenie mieszkania jest tak oczywiste, jak odkurzanie czy sprzątanie kuchni, ale okazuje się, że w Kanadzie w domach i mieszkaniach standardowo jest montowana klimatyzacja, którą jak ustawisz raz, to mieszkania już nie wietrzysz, bo przecież „AC is on!„. Ja jestem zdecydowanie #teamspanieprzyotwartymoknie, zwłaszcza w lecie, a Ty?

Różnica nr 5: nie kupisz kawy mniejszej niż 200 ml.

Chyba że wybierzesz się do jakieś typowo europejskiej/włoskiej kawiarni. 200/250 ml kawy (która dla mnie ląduje w kategorii spora), to minimum. Jak duża jest zatem duża kawa? W Tim Hortons, najpopularniejszej kanadyjskiej kawowej sieciówce “a new extra-large cup size which will hold 24 ounces (710 millilitres)” (źródło). Ma to to swoje plusy, można w ten sposób zaoszczędzić 😉 Zawsze gdy jedliśmy na mieście zamawialiśmy jedną porcję na dwie osoby – czy to kawy czy jedzenia –  i nigdy nie wychodziliśmy głodni.  

Różnica nr 6: nie przepuszcza się kobiet w ciąży w kolejce.

Byłam przekonana, że Polska pod tym względem jest jak zwykle gdzieś tam na ostatnim miejscu, a tu taka niespodzianka! 🙂 Ze względu na mój odmienny stan, w Polsce przepuszczają mnie właściwie wszędzie, w Kanadzie nikt o takim pomyśle nie słyszał. Nie ma też znaków informujących o tym, że kobiety w ciąży mają pierwszeństwo. Grzecznie stałam zatem w kolejkach. 

Różnica nr 7: na koncert z własnym krzesełkiem

Wyobraź sobie koncert w plenerze. Rozłożona scena, piękna pogoda, blues na żywo i .. cała widownia szalejąca na własnoręcznie przytarganych krzesełkach 😀  Wygląda to mniej więcej tak:

Mój mąż nie mógł wyjść ze zdziwienia. No ale skoro można oglądać filmy w samochodzie, to może koncert na krzesełkach nie powinien dziwić? Przynajmniej nogi nie bolą i człowiek się nie namęczy 🙂

Różnica nr 8: na próżno szukać automatów do kawy

Kolejna rzecz, której nie ma w Kanadzie to automaty do kawy! Soki są, batoniki też jak najbardziej, ale kawy nie ma. Jak chcesz iść na kawę, zajeżdżasz do Tim Hortons. Brat mojej mamy, słysząc, o czym piszę, podpowiedział jeszcze, że wiśni w Kanadzie też nie ma. Są dostępne tylko w polskich delikatesach za miliony monet 😉 

I jak coś cię zaskoczyło?

Jeżeli masz ochotę na bardziej ogólne informacje dotyczące Kanady – przeczytaj ten wpis.  A może masz jeszcze jakieś pytanie o Kanadę? Daj znać, postaram się odpowiedzieć!

Dziękuję, że poświęciłaś czas na przeczytanie tego wpisu.

Mam nadzieję, że przyniósł Ci potrzebną wiedzę, cenne wskazówki, chwilę refleksji lub relaksu.

Możesz teraz:

  • dodać komentarz ze swoją opinią, włączyć się w dyskusję. Czytam wszystkie komentarze i odpowiadam na większość z nich.
  • Udostępnić ten wpis. Jeśli uważasz, że warto było go przeczytać, to podziel się nim z innymi! Aby to zrobić wystarczy, że klikniesz: [wp_social_sharing social_options=’facebook’  facebook_text=’Podziel się’]
  • Śledzić mój FanPage aby otrzymać aktualne informacje na temat moich działań.
  • Obserwować mnie na Instagramie, gdzie dzielę się obrazami mojej codzieności w postaci zdjęć i krótkich filmików.

2 komentarze

  1. Oukaina
    18 maja 2024 @ 12:59

    Ciekawy artykuł. Z jednym zgodzić się nie mogę. Bo byłam w ciąży dwa razy. Mieszkałam wtedy w Ottawie i w Montrealu. Byłam traktowana 'ulgowo’. Wszyscy byli bardzo mili i pomocni. Pytali się czesto który miesiąc i kiedy data porodu. Raz nawet Pani zapłaciła za moje pomarańcze (food basic )żebym nie musiała czekać w kolejce (druga ciąża wtedy , a w wózku był już roczny syn). Tyle serdeczność i 'darmowych ’ przysług otrzymałam od przypadkowych Kanadyjczyków . Tak więc u mnie to wyglądało inaczej 😉
    Pozdrawiam serdecznie;)

    Reply

  2. Iga Białaszczyk
    18 maja 2024 @ 13:22

    Dzięki bardzo za komentarz i za to, że podzieliłaś się doświadczeniem, bardzo się cieszę, że było odmienne 🙂 Uściski, pięknego dnia!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

podglad_ogarnij_angielskie_czasy

Chcesz dostawać ode mnie co tydzień piękną pigułkę angielskiego?

Zapisz się na newsletter i odbierz swój pierwszy prezent – pierwszy rozdział mojego e-booka “Ogarnij angielskie czasy”!

Ps. prezentów jest więcej 😉 Zawsze też w pierwszej kolejności będziesz też wiedział(a) o najnowszych wyzwaniach czy wpisach na blogu. Moim zdaniem warto! 😉